CISZA MA GŁOS

By wypuścić strzałę, musimy naciągnąć łuk. A im bardziej naciągniemy cięciwę, tym dalej i szybciej poleci. Taką samą zasadą kieruje się nasze życie. By poszło do przodu, potrzebne są brak działania. I cisza

Rok temu wyjechałam na samotną wyprawę po Indiach, zostawiając w domu rodzinę, zwierzęta i pracę. Wiem, co pomyśleliście. Nie, to wcale nie będzie kolejna historia w stylu „Jedz, módl się i kochaj”. Niczego nie rzucałam, a pewne sprawy jedynie odstawiłam na bok, by nabrać dystansu. Raz na jakiś czas każdy potrzebuje samotności i odskoczni, którą jedni nazwą resetem, a inni paliwem do działania. Paliwo to wydaje się tym bardziej kaloryczne im dalsza geograficznie i kulturowo wyprawa. Tak przynajmniej myślałam ,dopóki w świątyni, do której regularnie przychodziłam, nie zaczepił mnie pewien starzec: „Czego tu szukasz?" - zagaił. „Niczego. Chciałam tu tylko pobyć" - rzuciłam spłoszona, podejrzewając, że mogę powielać wszystkie stereotypy o znudzonych białych, którzy bawią się w duchowość. „Bądź gdziekolwiek jesteś. Tym czego szukasz jest cisza-odpowiedział z uśmiechem sfinksa, zapisując to zdanie na trwałe w mojej pamięci. - Nie musisz zostawać tu, nie musisz jechać dalej. Gdziekolwiek jesteś znajdź codziennie godzinę dla siebie. Godzinę ciszy. To zmieni twoje życie" – zabrzmiało proroctwo.

ZATYCZKI TO NIE WSZYSTKO

 Cisza? Tak po prostu? Każdy skorzystałby z takiej rady, gdyby nie fakt, że tkwimy w przymusie mówienia i słuchania, w informacyjnym szumie, w cywilizacji przeładowania i hałasu. Nasze mózgi odwykły od kontemplacji na rzecz ciągłego połowu nowych danych. Na świecie jeszcze nigdy nie było tak głośno. Przed epoką industrializacji najdonośniejszym dźwiękiem, jaki słyszał człowiek, był piorun. Nagły huk alarmował i wywoływał natychmiastową reakcję organizmu, gotowość do ucieczki i walki. Dzisiejsze miejskie dźwięki powodują podobną stresową reakcję, nawet gdy sobie tego nie uświadamiamy. Pisk opon, huk śmieciary, uliczne krzyki - przestajemy słyszeć i rozróżniać źródła dźwięków, traktując je jako codzienną muzykę tła. Z wrzawy wracamy do domu, a tam niemal każdy sprzęt wydaje odgłosy i walczy o naszą uwagę. Jednak fakt, że nie robi to już na nas wrażenia, wcale nie oznacza, że nie ma wpływu na nasze ciała i umysły. „Muzyka" metropolii wprowadza w nas podobną nerwowość i pośpiech jak kiedyś pioruny budziły gotowość do ekstremalnych zdarzeń. Hałas jest też jednym z czynników powodujących choroby cywilizacyjne o podłożu psychicznym. Jak dowodzą badania, ,,ogłuszeni” i zagadani jesteśmy bardziej podatni na reklamy i oddaleni od naszych faktycznych potrzeb lub mało decyzyjni. Wraz ze zgiełkiem otoczenia w naszych głowach zadomawia się chaos. Co więc zrobić by nie zwariować? Natychmiast uciec w głuszę? Zamiast radykalnych ruchów powinniśmy zacząć budować zdrowe nawyki, które pozwolą na regularne ładowanie akumulatorów ciszą. Drobne codzienne ćwiczenia, małe wyrzeczenia i dźwiękowy reset co kilka miesięcy uratują naszą harmonię i jasność umysłu. Ale jak się do tego zabrać?

Weekendowa „ucieczka" z miasta, w dodatku wagonem w strefie ciszy oraz z najnowszą wersją słuchawek redukujących szumy nie będzie trwałym rozwiązaniem. Bo gdy jesteś już w puszczy, w SPA czy w swojej samotni, gdy wyłączysz albo tylko wyciszysz komórkę, a laptopa, dumny z siebie, nawet nie weźmiesz, nagle cisza i bezruch, z którymi na co dzień nie masz do czynienia, mogą przerazić i wywołać reakcję odwrotną - niepohamowany głód bodźców. Kolejny raz zerkniesz na wyświetlacz telefonu, pomyślisz, że może warto sobie pomóc, włączając muzykę lub czytając książkę i zaczniesz się wiercić nie mogąc zrozumieć czemu na tym odludziu nie ma intemetu. Brzmi znajomo? Nagle zdasz sobie sprawę, że ciszy wcale nie gwarantują zatyczki w uszach i wyłączone sprzęty, bo w twojej rozgadanej głowie wciąż jest głośno Cisza to stan umysłu.

Trudno go sprowadzić do chwili obecnej, do porzucenia rozpamiętywania i wyobrażeń tego, co przed nami. Jeszcze trudniej zostać na dłużej wyłącznie ze sobą, co w wielu wywołuje lęk. Dlatego do spotkania z ciszą należy się odpowiednio przygotować. Gdzie bowiem panuje prawdziwa cisza? Głęboko w nas samych. A prawdziwą sztuką jest odnalezienie jej w sobie, bez względu na zewnętrzne okoliczności. Thich Nhat Hanh, mistrz zen i autor książki „Cisza. Siła spokoju w świecie pełnym zgiełku", zachęca do praktykowania uważności. Na początek zaleca nawet kilka minut dziennie, na przykład podczas świadomego, powolnego chodzenia. Zatrzymywania się. Koncentrowania na oddechu. „Mówimy do siebie: >>Robiąc wdech, wiem, że robię wdech«. Uważnie robiąc wdech i wydech, zwracając uwagę wyłącznie na oddech, możemy wyciszyć w sobie wszelki hałas - gadaninę na temat przeszłości i przyszłości, tęsknotę za tym, żeby było inaczej, niż jest”. Uważność możemy uprawiać nawet szczotkując zęby czy ścierając kurze. Powinniśmy ją wnosić we wszystko, co robimy. Każda czynność wykonywana w pełnym skupieniu jedynie na niej samej, bez dodatkowych analiz czy rozmów, potrafi wprowadzić nas w stan medytacji. Stan bycia tu i teraz, stan pełnej wolności od myśli. Wtedy też każda czynność stanie się przyjemnością, a my wrócimy do siebie i zyskamy kontrolę nad swoim życiem.

 

REGULARNA OBSERWACJA CISZY

SPRAWIA, ŻE WYOSTRZAJĄ SIĘ

ZMYSŁY, EMOCJE I POTRZEBY, STAJEMY SIĘ TWÓRCZY I WITALNI

Nie każdy z nas od razu będzie umiał samodzielnie osiągnąć stan wyciszenia. Jednym z rozwiązań są prowadzone kursy, w czasie których doświadczamy ciszy pod okiem nauczycieli i poznajemy techniki, jakie potem możemy wykorzystać w domowej praktyce. „Zanim cokolwiek pójdzie do przodu, najpierw musi się cofnąć. By wypuścić strzałę, musimy naciągnąć łuk. A im bardziej naciągniemy cięciwę, tym dalej i szybciej poleci. Taką samą zasadą kieruje się nasze życie. By poszło do przodu, potrzebna jest cisza i brak działania. Regularna obserwacja ciszy sprawia, że wyostrzają się zmysły, intelekt, emocje i potrzeby. Stajemy się twórczy i witalni” – przekonuje Swami Jaataveda, światowej sławy nauczyciel z Indii, prowadzący między innymi kursy ciszy w fundacji The Art of Living. Po takim kilkudniowym kursie ze Swamim, porzuciwszy zarówno słowa jak i myśli na rzecz jogi, medytacji i zupełnej bezcelowości, moja rzeczywistość zaczęła się układać samoistnie, bezwysiłkowo i pozawerbalnie. Nie potrzebowałam słów by w ośrodku w Tarasce w prosty sposób komunikować swoje potrzeby, a telepatia działała szybciej niż najszybszy internet. Takie milczenie, pełne połączenie ze sobą, które oznacza też brak wszelkich lektur czy pisania, to jedno z najpiękniejszych doświadczeń w życiu, do którego potem regularnie się wraca.

 By tego doświadczyć nie trzeba od razu zamykać się w aszramie (indyjska pustelnia). W naszym obszarze kulturowym podobne techniki proponuje medytacja chrześcijańska, o której przeciętny katolik wie niewiele. Ta stara, nieco zapomniana przez Kościół tradycja, sięgająca IV wieku, została odnaleziona i rozpropagowana przez benedyktynów. Również opiera się na regularnym, świadomym oddechu i mantrze, czyli powtarzaniu kilku tych samych słów, w tym wypadku z Pisma Swiętego bądź tylko jednego słowa, na przykład „Abba” czy „Jezus”. Stąd znana jest też jako „modlitwa jezusowa”. Ośrodek przy klasztorze w Lubiniu proponuje nie tylko zorganizowane medytacje, ale też wiele cennych i darmowych publikacji na swojej stronie. „Moda przyszła od benedyktynów, Anthonego de Mello, Thomasa Mertona, zen iz falą odkryć religii Wschodu. Takie wyczyszczenie myśli, odsunięcie pragnień i planów sprawia, że człowiek czuje się jak ponownie narodzony, cieszy się prostymi rzeczami, jak choćby liść za oknem czy zwierzę w trawie - opowiada Karolina Cicha, piosenkarka i kompozytorka, która od wielu lat uczestniczy w zorganizowanych przez jezuitów medytacjach lub wybiera samotne milczenie w klasztorze Tynieckim czy Biskupowie. - Wspólne bycie w ciszy jest niezwykle ciekawym doświadczeniem. Ale taka medytacja jest dla mnie trudniejsza niż zagranie ważnego koncertu przed wielkąpublicznością. To zupełny „restart”. Może być też ostatnią deską ratunku w chwilach zwątpienia czy depresji. W ciszy zawsze w końcu objawi się sens" - opowiada Karolina, a mi przypominają się słowa Dalajlamy, który w swoich podstawowych radach dobrego życia zaleca choćby kilka minut spędzonych w samotności codziennie i przekonuje, że cisza jest czasem najlepszą odpowiedzią".

WŁAŚCIWA MOWA

 Milczymy zarówno w zachwycie, jak i w żałobie, w relaksie jak i przygnębieniu. Nie mówimy, gdy się wstydzimy lub żywimy urazę („ciche dni"), ale też gdy chcemy oddać cześć. Niezależnie od pobudek milczenie w kulturze jest cenione wyżej niż mówienie, o czym świadczą liczne powiedzenia zakorzenione w języku: „Mowa jest srebrem a milczenie złotem", „Kto językiem miele ten głupi jak ciele" czy „Milczeniem karmią się wszystkie cnoty”. W wielu wyznaniach mawia się, że milczy bóg, cisza jest też naturą sztuki i poezji. Mówiąc o ciszy zbawiennej, mamy na myśli ciszę dobrowolną i niewymuszoną. To cisza, która jest zaprzeczeniem działania. Ale wielu z nas boi się „nudy" i milczenia, zagadując rzeczywistość, zatykając uszy słuchawkami, produkując w sieci komentarze. A im bardziej rozwinięta kultura tym więcej gadamy. Zamiast delektować się potrawą zaczynamy rozprawiać o bogactwie smaków. Zamiast podziwiać pejzaż zaczynamy paplać jaki jest niesamowity. Oczywiście robimy to, gdy mamy audytorium – realne lub wirtualne na social media. Gdybyśmy byli sami, nasze przeżycia byłyby bardziej intensywne, doznania bogatsze, a życie bardziej świadome. Ale rzadko kto rodzi się pustelnikiem.

 

Warto jednak raz na jakiś czas nim zostać. A przynajmniej postarać się od czasu do czasu zamilknąć, powstrzymać od wygłaszaniu opinii i ocen. Także po to by usłyszeć siebie. Skuteczną metodą może okazać się medytacja Vipassana, technika oczyszczania umysłu. Aby odbyć 10-dniowy kurs medytacji Vipassany, można być wyznawcą dowolnej religii lub ateistą, bo jest to wyłącznie umiejętność pracy z umysłem, a przekazał ją Budda, odżegnujący się od wszelkich religii. Vipassana oznacza widzenie rzeczy takimi jakie są, co jest niezwykle trudne w czasach pełnych sprzecznych komunikatów i wartości. Fundamentem owocnej medytacji jest skupienie, dlatego by osiągnąć stan głębokiego wglądu w siebie niezbędne są odpowiednie warunki, a kluczowym z nich jest właśnie cisza. Jeśli chodzi o umysł to podstawą i warunkiem jego stabilności są nakazy moralne. Jednym z nich jest nakaz »właściwej mowy«, dziś niemal niemożliwy do spełnienia. Właściwa mowa to brak zatajenia, niedopowiedzenia, konfabulacji, ale też zwykłej paplaniny i mówienia rzeczy, które nic nie wnoszą, co stało się naszą codziennością. Zapominamy, że każde wypowiedziane słowo niesie tysiące skutków, za które nie bierzemy odpowiedzialności. Dlatego podczas kursu zaczynamy od nauki »szlachetnego milczenia«, by dopiero potem przejść do »szlachetnej mowy«, która jest znacznie trudniejsza" - mówi Wiktor Morgulec, nauczyciel jogi, związany z Polską Fundacja Medytacji Vipassana.

Samoobserwacja, kontemplacja, medytacja, joga, modlitwa, wszystkie te drogi zabierające naszą uwagę z zewnątrz do wewnątrz prowadzą do jednego celu: spotkania z ciszą w nas samych. A cisza, bez względu na dogmaty, filozofię czy „szkoły" uczące dochodzenia do niej, jest zawsze ta sama. To ona jest naszą pierwotną naturą i najpilniejszą dzisiaj potrzebą. Nieoczekiwanie stała się luksusem, za który jesteśmy w stanie coraz więcej zapłacić. Ale jej doświadczenie jest efektem wyłącznie wewnętrznej równowagi, a nie wydanych pieniędzy, i płynie ze świadomego bycia w chwili obecnej.

Cisza to spowolnienie i minimalizm, porzucenie nadmiaru: impulsów, doznań, sprzętów, aktywności, także znajomości. To zdrowa eliminacja. Nie rozkręcanie zmysłów, których apetyty prowadzą nas w ślepy zaułek. I podczas gdy w kulturze Zachodu cisza kojarzona jest z brakiem i pustką, w kulturze Wschodu ta pustka jest właśnie kwintesencją pełni. Dlatego na drodze poszukiwania ciszy warto się zwrócić ku praktykom i mądrości Wschodu czy naukom Ojców Pustyni. Jednak nie musimy sięgać do religii czy zajmować się szeroko rozumianą ,,duchowością", by zrozumieć zasadę działania ciszy i doświadczyć jej dobroczynnego wpływu.

Wystarczy zaufać nauce. Wystarczy na moment się zatrzymać. Wszystko jest zgodne z prawami fizyki, które tłumaczą fenomen ciszy – mówi Jaataveda. - Energia kinetyczna jest wprost proporcjonalna do energii potencjalnej. Inercja jest źródłem działania i dynamizmu. By dostrzec światło, musimy poznać ciemność. Tak działa nasze oko, tak działa migawka w aparacie. Podobnie im więcej ciszy w twoim życiu, tym bardziej dynamiczne się ono stanie. Dlatego jeśli znajdziesz codziennie nawet kilka minut na obserwację ciszy, znajdziesz trochę więcej czasu na nią raz na kilka tygodni, wówczas będziesz żyć pełnią życia, a nie tylko jałowo egzystować".

 

 

- Przynajmniej godzinę przed snem wyłącz telefon i urządzenia elektroniczne, które aktywizują pracę mózgu. Pozwól umysłowi na wyciszenie, które zaowocuje głębokim i spokojnym snem.

 - Wyznacz stały dzień na odpoczynek od maili, telefonów oraz internetu. Nawet jeśli sądzisz, że nie możesz sobie na to pozwolić, taka regeneracja zwiększy kreatywność i wydajność w kolejnym tygodniu pracy.

- Skup się na swoim oddechu i zacznij go regularnie obserwować. Świadomy oddech jest podstawowym źródłem ciszy i narzędziem opanowania myśli i lęków.

- Zintensyfikuj kontakt z naturą, np. w postaci regularnych spacerów po parku bez używania w tym czasie urządzeń elektronicznych, za to z pełną świadomością otoczenia.

- Skupiaj swoje 100 proc. uwagi na czynności, którą właśnie wykonujesz i nie pozwól by inne aktywności, jak choćby rozmowa, ją skradly.

- Każdego dnia poświęć kwadrans - by pobyć w ciszy z sobą samym. Najlepiej usiądź z prostym kręgosłupem, skup się na swoim oddechu, zacznij medytować. Pomocne mogą być prowadzone medytacje z płyt lub porady w wielu podręcznikach, które są na rynku.

- Raz na pół roku podaruj sobie samotny czas z dala od ludzi i bodźców, a jeżeli bardziej poszukujesz, pojedź na odosobnienie, do klasztoru, zapisz się na kurs ciszy czy zorganizowaną medytację.

 

 

 

Autorka: MARTA SAWICKA-DANIELAK dziennikarka, krytyczka literacka, restauratorka, nauczycielka jogi (z certyfikatem jakości rządu Indii) autorka książki “Święto trąbek”

Magazyn COACHING nr 1/2018  STYCZEŃ-LUTY